Hopperado
  • Start
  • Kalendarium
  • Kluby
  • Stadiony
  • Rozgrywki
  • Najnowsze wpisy
  • EN
  • Już widziałem
    • EUROPA
    • AZJA
    • AMERYKA
    • AFRYKA
  • Jeszcze zobaczę
  • Chronologicznie
  • Najnowsze wpisy
  • Kontakt
Hopperado
  • Start
  • Kalendarium
  • Kluby
  • Stadiony
  • Rozgrywki
  • Najnowsze wpisy
  • EN
  • Islandia

Valur Reykjavik – Vikingur Olafsvik

  • 30-Apr-2017

2 : 0

Jak wszystko w Islandii – bilety na mecz piłki nożnej nie są tanie, oczywiście biorąc pod uwagę znany z ekonomii wskaźnik poziomu ceny do postrzeganej wartości. Najważniejsze wartości były dla mnie dwie: po pierwsze, po raz kolejny w tym roku na meczu towarzyszyła mi Zona, po drugie – mogłem odhaczyć Islandię jako „zaliczoną” na mojej groundhopperskiej liście krajów, w których na żywo oglądałem mecz piłki nożnej.

Po bilety pojechaliśmy na ponad godzinę przed rozpoczęciem spotkania, obawiając się, że dwutysięczny obiekt może się zapełnić z powodu nudów i braku lepszej rozrywki – warto wspomnieć, że pół litra piwa w knajpie kosztuje ponad dziesięć euro. Obawy okazały się płonne i mimo spotkania otwierającego sezon ligowy na wyspie (do maja jest zwyczajnie za zimno), trudności ze znalezieniem dobrych miejsc na trybunie nie było, podobnie jak biurokratycznych utrudnień – bilety nie są oznaczane numerem sektora i miejsca, bo w przypadku jedynej trybuny byłoby to dość zabawne.
Jeszcze podczas rozgrzewki rozpoczęła się kibicowska rywalizacja – męskim głosom z Oflaviku przeciwstawiały się okrzyki zdecydowanie wskazujące na to, że mutacja głosu kiedyś nastąpi, ale jeszcze nie w tym roku, ani nawet w następnym.

Piłkarze w końcu wyszli na murawę, pozdrowili publiczność, by następnie całkiem żwawo przystąpić do piłkarskiego dzieła. Skojarzeń z Ligą Mistrzów co prawda nie było, ale na nudę też nie narzekaliśmy. Interesującym dodatkiem wizualnym były starty samolotów z krajowego lotniska, tuż za obiektem Valuru.
Kapitan przyjezdnych, Gudmundur Hafsteinsson, z pewnością ma (albo miał) nad łóżkiem plakat ze Zlatanem Ibrahimoviciem: włosy zawiązane w kitkę jak on, posturą również przypomina szwedzką gwiazdę futbolu, ma „dziewiątkę” na plecach, no i gra w ataku. I tu podobieństwa się urywają, bo jest mało prawdopodobne, by Manchester United, PSG, czy obydwa kluby z Mediolanu pilnie poszukiwały numeru telefonu do agenta piłkarza oczywiście, jeśli piłkarz w ogóle takiego posiada.

Wśród gospodarzy pierwsze skrzypce grał Amerykanin, niejaki Dion Acoff, który zdobytą bramką przypieczętował bardzo dobre wrażenie – sądzę, że z powodzeniem mógłby występować choćby na zapleczu Premier League. Może nie chciało mu się zgłosić swojej kandydatury, albo europejskim skautom nie chce się przylecieć do Islandii – choć ubiegłoroczne Mistrzostwa Europy ewidentnie odkryły ogromny piłkarski potencjał kraju liczącego zaledwie 340 tysięcy mieszkańców. Drugą bramkę dołożył wpuszczony po przerwie Duńczyk Nikolaj Hansen, no i można było pomału opuszczać stadion.

Tak czy owak, chętnie zobaczyłbym drużynę narodową Islandii w akcji na żywo – może się kiedyś taka gratka nadarzy.

Previous Article
  • Niemcy

FC Ingolstadt 04 – SV Werder Brema

  • 22-Apr-2017
View Post
Next Article
  • Hiszpania

Elche CF – CF Reus Deportiu

  • 29-May-2017
View Post
You May Also Like
View Post

Bohemians Praga – Hradec Kralove

View Post

Red Bull Salzburg – Hartberg

View Post

Wacker Tirol Innsbruck – Schwarz-Weiss Bregenz

Hopperado
  • Już widziałem
  • Jeszcze zobaczę
  • Chronologicznie
  • Najnowsze wpisy
  • Kontakt
Flag Counter

Hopperado

Świat okiem kibica

Input your search keywords and press Enter.